Rose On Wood BWCzy mówiłam to za rzadko, czy może mówiłam tyle ile trzeba? Czy mówiłam to na głos, czy częściej w duchu, dla siebie? Czy słyszała, jak ostatni raz powtarzałam to w kółko stojąc przy jej łóżku w szpitalu? Trzymałam ją za rękę, głaskałam po włosach i tylko to umiałam powiedzieć. Kto to może dziś rozstrzygnąć? Czy było za dużo, czy za mało tych słów? Nie ważne … już nie ważne, … bo liczy się tylko to, że już nigdy Jej tego nie powiem.

Niby życie toczy się dalej. Jak co roku przyszła jesień i trzeba było iść na grzyby. I dzieci się cieszyły i Tata. Pełen kosz podgrzybków, kanapki zjadane na mchu i kojący zapach lasu. Tylko, dlaczego smażąc grzyby na wielkiej patelni myślałam tylko o tym, że tak uwielbiała je zbierać a nigdy ich nie jadła. Szkoda, może jednak moich by skosztowała?

Dni mijają jakby się nic nie stało. Poranny harmider, przedszkole, zakupy a potem sprzątanie. Nawet znajomi przyjdą. Posiedzą, zjemy kolację, wypijemy wino i będziemy się śmiać. Każdy temat będzie dobry: o pracy, o dzieciach, nawet o Niej. Wspominając Ją przy innych jesteśmy twardzi, bo Ona nie chciałaby naszych łez. Ale co robić, gdy potem, wieczorem, nie mogę zasnąć i przeklinam to, co się stało. Niesprawiedliwość losu. Dlaczego zabrał cudowna osobę, a nie kogoś innego? Tylu podłych ludzi nie zasługuje na to, by żyć. Nie powinnam tak myśleć … wiem, … ale myślę i płaczę, bo nie udaje się zbyt długo powstrzymywać w środku łez.

Człowiek musi żyć dalej. Pracować, rozmawiać, czasem się kłócić a czasem żartować. Ale dzieje się dziwna rzecz: przez tydzień, może miesiąc robię się starsza o milion lat, bo pierwszy raz w ogóle nie czuję się już dzieckiem. Już nie mogę zadzwonić o każdej porze, gdy mi źle. Porozmawiać o wszystkim, bez tajemnic. I choć przecież obok nadal są tak bliscy mi ludzie, to nie ma Jej. Nie ma Jej w chwili, gdy spełnia się jedno z moich marzeń. Teraz już wiem, dlaczego to tak boli. Bo to wcale nie smutkiem tak bardzo chcemy się dzielić, tylko radością. Szczęście potrafi mieć gorzki smak, gdy Ta, która najbardziej by się z tobą cieszyła, odeszła.

Dzieci są słoneczną stroną życia. Dają radość, wzruszenia, ale i siłę, … bo przecież przy dzieciach trzeba być silnym. I choć tyle tygodni już Jej nie ma, ja wciąż patrzę jak rosną, bawią się i zdobywają świat. Sobotni poranek. Pisk w pokoju obok, potem dwie małe dziewczynki wskakują do mojego łóżka. Są wygłupy i szalone chichotanie. A potem zabawa i spacer, i beztroska. Widać można bez Niej żyć. Trzeba żyć dalej dla dzieci, dla męża, taty, rodziny. A więc chyba się udało. Tylko, co powiedzieć, gdy wieczorem nad kolorowanką pada pytanie: „Mamusiu czy jak Babcia będzie znowu żyć to mogę jej dać ten obrazek?” A zaraz potem, kolejne w tym tygodniu „Bardzo za nią tęsknię”. Jak wtedy dokończyć przygotowywanie kolacji? Jak nie uciec przed światem w cichy, pusty kąt? ….

Zima nie pyta czy jesteśmy na nią gotowi, czy nam się chce znów ubierać w kurtki, palić w kominku i przygotowywać Święta. Po prostu przychodzi i oczekuje, że Boże Narodzenie ozdobi ją jak światełka choinkę. Że radosne oczekiwanie na Wigilię wynagrodzi nam mróz i śnieg, i śliskie ulice. I stało się. Nawet fakt, że Jej nie ma, nie zatrzymał kalendarza. Prezenty zostały kupione, choinka ubrana, potrawy szykowały się w niezliczonych garnkach i miseczkach. I dziewczynki, ich śmiech i radosne dopytywanie o zabawki. Czy te święta miały szansę być takie same i magiczne jak zawsze? O tak, na pewno! Byłyby cudowne, gdyby pusta zastawa na stole nie była przygotowana dla Niej. Gdyby opłatek łamał się w Jej dłoni, a nie stał oparty o Jej zdjęcie. Gdyby jej ciepłe oczy patrzyły w moje, gdy składaliśmy sobie życzenia. Gdybym mogła znów powiedzieć: Kocham Cię Mamo. Ale tak nie było …

Szukam ukojenia. Nowy rok, nowe nadzieje. Ten musi być lepszy, choć żaden nie będzie tak dobry jak z Nią. Myślę jak żyć, żeby było łatwiej. Jak żyć, żeby była ze mnie dumna? Jak móc znów powiedzieć Jej ile dla mnie znaczy i ukoić trochę ból?

Dziś już wiem. Pewnie powiedziała mi to we śnie. Jak zwykle rzuciła wszystko, bo być przy mnie i mi pomagać. Dziś uśmiecham się do siebie, bo już wiem jak jej to powiedzieć. Podobno życie jest tylko jedno, ale jeśli kogoś naprawdę kochasz, to, mimo iż odejdzie, będzie żył dalej w twoim sercu. Tak jak Ona żyje we mnie. Za każdym razem, gdy któraś moja córka powie mi: „Kocham Cię, Mamo”, to powie to też Jej. Bo to tylko dzięki Niej, jestem taką Mamą.

 Dla mojej ukochanej Mamy Rozalii.

 

Napisz komentarz

14 Comments do "Kocham Cię Mamo."


Gość
Beata
4 months 21 days ago

Aniu,łezka poleciała ,czy mowię Mamie ,ze Ja kocham… czy deconiam Jej obecność…a przecież to jedyna osoba na tym świecie ,która kocha,pomaga ,wspiera ,bezgranicznie ,zawsze!!! Dzieki

Gość
Tadek
2 years 9 months ago

Jako facet raczej nic głębokiego nie napiszę , bo faceci (przynajmniej Ci, których znam) przeważnie nie są zbyt mocni w tych sprawach, ale musiałem napisać cokolwiek. Całkiem niedawno jeden ksiądz (choć za nimi nadal nie przepadam) jednak powiedział coś mądrego w takich okolicznościach i to leciało jakoś tak: „Co mądrego można powiedzieć komuś, kto stracił kogoś tak bliskiego? Jak znaleźć odpowiednie słowa, by wyrazić, to co chciałoby się powiedzieć? Nie da się, bo takie słowa nie istnieją. Może inaczej. Istnieją, ale nie są słowami. To po prostu obecność, bliskość, dobra myśl…” Stąd też moja wirtualna tu obecność i jak zwykle dobra myśl.
A druga kwestia, to Twoja książka, o której dowiedziałem się równocześnie… Możesz być z siebie dumna i cieszę się razem z Tobą. Z całą pewnością znajdzie się na mojej półce i to niebawem. Już się nie mogę doczekać.

Autor
2 years 8 months ago

I choć trudno w to uwierzyć, czytając to naprawdę poczułam, jakbyś mówił mi to osobiście, stojąc obok. Dziękuję za tą obecność.

Gość
magda
2 years 9 months ago

Piękne słowa Pani Aniu dziękuję za nie. Rozumiem w 100 procentach co Pani czuje. Mnie mojej Mamy brakuje już ponad siódmy rok a Taty dziesiąty i niejednokrotnie zadaje sobie pytanie jakby to teraz było gdyby mogli być z nami. Czy by cieszyli się tym co teraz mam pewnie tak. Ale najbardziej przykre jest to że nie dane im było poznać swoich wnuków. Moja córcia rysuje obrazki, które potem zanosimy na cmentarz i wkładamy do pudełka. Życie toczy się dalej a my na szczęście mamy dla kogo żyć. A Oni żyją w naszych sercach i naszych dzieciach.

Gość
Anna Gwóźdź
2 years 9 months ago

Pani Magdo, to ja dziękuje za te słowa. Uświadomiły mi jak to dobrze, że Mama cieszyła się razem ze mną narodzinami córeczek. Martwi mnie tylko jedno, czy nie są za małe aby zapamiętać na całe życie, jaką była cudowną babcią. Pozdrawiam ciepło.

Gość
J
2 years 9 months ago

Dziękuje za ten wpis. Doceniłam czas, który jeszcze mam z moją mamą.

Gość
Ania Gwóźdź
2 years 9 months ago

Jak pojawiają się takie refleksje jak Twoja, jak Asi to już wiem, że warto było się tym podzielić, choć decyzja, żeby to opublikować, nie była łatwa.

Gość
Asik
2 years 9 months ago

czasem się denerwuje na mamę , mówię tzn myślę żyjesz moim życiem daj mi oddychać , nie wtrącaj się …. teraz już wiem i zaraz do niej dzwonie aby powiedzieć jej dziękuje że jesteś … przy mnie w tych dobrych i złych chwilach mojego życia.Przecież ona jest taka samotna i sama tam .. daleko w swoim małym mieszkaniu. Dziękuje za bloga po przeczytaniu musiałam to napisać może teraz będzie mi łatwiej powiedzieć to co Ty byś chciała mównic teraz mamie.

Gość
Ania Gwóźdź
2 years 9 months ago

Dziękuję Asik za ten wpis … ucałuj Mamę.