images

Obudziła się w szpitalnej sali. Obcej i przerażającej. Zamiast przyjaznych dźwięków, odgłosów Jego porannego krzątania się po domu, usłyszała ciche pikanie jakiegoś urządzenia. Z trudem ruszyła głową. Gdzie ja jestem? Czy to kroki? Ktoś tu jest?

-Gdzie ja jestem? – powiedziała cicho.

– Jest pani w szpitalu. Proszę nie wstawać – odpowiedział beznamiętny głos.

Zobaczyła nad sobą obcą, smutną twarz. Potem były pytania. Ciągnące się nieskończoność pytania. Co ją boli, czy może ruszyć ręką, nogą, czy czuje to i tamto. A dopiero na koniec krótka informacja.

– Miała pani wypadek. Pozostanie pani na obserwacji, ale ze wstępnych badań wynika, że nic się pani nie stało.

Wypadek? Jaki wypadek? Już nie słyszy, co mówi lekarka. Jej myśli zatrzymują się a potem obrazy powoli cofają się tyłu, jak w przewijanym filmie. Jedzie z mężem odebrać synka od babci. Kłócą się. Znowu. On mówi, że nie stać ich na wyjazd w ten weekend, bo kredyty, bo nie dostał premii. Ona, że znów zawiodą dziecko, bo obiecywali. Rzucają w siebie zdaniami, jak kamieniami. Każde następne coraz bardziej bolesne.

– Mam już dość tego, że jesteś wiecznie nieszczęśliwa. Może powinnaś poszukać sobie innego męża.

Ona odpłaca się tym samym.

– Kiedyś byłam dla Ciebie kimś ważnym, a teraz chyba Ci przeszkadzam mieć święty spokój. Nie trzymam Cię na siłę, możesz odejść jak chcesz.

– To ty mnie od siebie odsuwasz! Tylko praca, dziecko, obowiązki, zakupy, pretensje. Czasem się zastanawiam, czy widzisz we mnie jeszcze faceta?

– Bo wszystko jest na mojej głowie. Wiecznie Cię nie ma!

– Po prostu mam ciężko w pracy, ale Ciebie to nie obchodzi! Myślisz tylko o sobie.

Dalszego ciągu nie ma. Oczy zaszły jej łzami. Może jego oczy też. Bo potem było szarpnięcie, hamowanie, pisk opon i huk. I nic więcej. Cisza. Choć zaciska powieki z całych spił, nie potrafi przypomnieć sobie nic więcej.

– Gdzie jest mój mąż?! – Otwiera przerażone oczy i prawie krzyczy do lekarki – Gdzie jest mój mąż?

Widzi jak ta wciąga powietrze, robi wydech i dopiero zbiera się na odwagę.

– Bardzo mi przykro. Pani mąż, niestety … nie udało się go uratować.

***

Rozpacz, której nie da się opisać. Nie da się zrozumieć, póki się jej nie przeżyje. A potem … najtrudniejsze. Trzeba wrócić do życia. Wrócić do domu … gdzie jego już nie ma.

***

Wchodzi do kuchni. Obok zlewu dwa kubki po kawie. Codziennie rano robił kawę i przynosił jej do łóżka. Prawie zawsze wstawał wcześniej do pracy i chciał spędzić z nią, chociaż kilka wspólnych minut. Po kawie czasem wślizgiwał się jeszcze pod kołdrę, żeby poprzytulać ja na dowiedzenia. Tyle tylko, że ostatnio ona nie miała nastroju. Mieli problemy finansowe, była zmęczona i czuła się przytłoczona życiem.

Mija stół, przy którym jadali wspólne posiłki. Przypomina sobie, jak wygłupiał się z synem i udawał potwora, która musi schować kotleta w buzi małego. Potem wchodzi do salonu i widzi na kanapie pomięty koc. To nim ją przykrywał ostatniego wieczoru. Oglądali film. On ją przytulał a potem zaczął całować. Było tak miło, ale pamięta dokładnie, co zepsuło jej wtedy humor. Pytanie: kiedy my ostatnio byliśmy w kinie. A potem te smutne myśli: On w ogóle o mnie nie dba. Mamy takie nudne życie. Tylko dom, dziecko, praca, dom. I znów go od siebie odsunęła. A potem udała, że śpi. Nie miała ochoty na sex. On otulił ją kocem a gdy film się skończył, zaniósł do sypialni. Zawsze troszczył się o nią jak o dziecko.

Każdy kolejny krok, który robiła po ich wspólnym domu przypominał jej, co straciła. Jego śpiew pod prysznicem. To uczucie jak ją przytulał i całował od tyłu, gdy stała w łazience robiąc makijaż. Już nigdy nie upiją się razem czerwonym winem przed kominkiem. Nie pójdą na spacer, trzymając się za ręce. Nie będą razem robić pizzy, ani wybierać na święta choinki.

Ich sypialnia. W szufladzie plik miłosnych kartek. Co roku pisał jej wiersz na rocznicę ślubu. Dookoła tyle zdjęć a prawie na żadnym nie ma Jego. Uwielbiał robić zdjęcia – jej i ich synkowi. Ile razy mówił jej, że jest najpiękniejszą kobietą, jaką widział. Jak to możliwe, że przestała w to wierzyć?

Pozostał jeszcze jeden pokój. Nie miała siły tam wejść. Teraz był pusty, ale już niedługo babcia przywiezie małego. Popycha drzwi i widzi tyle obrazów. Jak On czyta synkowi bajkę. Jak nosi go drugą godzinę na rękach, gdy mały miał kolkę. Jak ostatnio gilgotał go tak, aż trzylatek popłakał się ze śmiechu. Co Ona mu powie?

Jej serce chce rozsypać się na kawałki, wybuchnąć, spłonąć … byle tylko przestać czuć.

Nie potrafi dłużej wytrzymać tych obrazów. Widoków olbrzymiego szczęścia, które ją otaczało a którego od tylu miesięcy nie dostrzegała, nie doceniała.

Czuje się dusi. Wybiega na taras. Z trudem łapie powietrze. Pada na kolana. Chowa głowę w dłoniach a potem jej ciało rozrywa szloch i krzyk.

– To niemożliwe!!! Boże, to nie może być prawda!!! Nie!!! Nie!!!

– Kochanie …

– Nie! Nie!

– Kochanie! Obudź się … to zły sen … tylko zły sen – już ją tuli, kołysze, trzyma z całych sił – Już dobrze.

Otwiera mokre, przestraszone oczy. Odsuwa się, dotyka jego twarzy. Nie wierzy.

– Już dobrze – powtarza On i gładzi ją po włosach.

A ona znów wybucha płaczem, ale tym razem płacze ze szczęścia. Obejmuje go z całych sił, jak najcenniejszy skarb. Czuje tylko ulgę i wielką miłość. I wdzięczność, że to był tylko sen.

Zaczyna się kolejny dzień. Niby taki sam jak poprzednie, ale zupełnie inny. Pije najsmaczniejszą kawę na świecie. Jej mąż robi przecież taką. Wita dzień w jego ramionach. Bez problemu namawia go, żeby spóźnił się do pracy i dzień zaczynają namiętnym sexem. On trochę jej nie poznaje, ale oddaje każdy jej uśmiech i każdy gest z taką samą miłością. Razem z rozespanym malcem na rękach macha mu, gdy odjeżdża spod domu do pracy. Planuje na wieczór cudowną kolację. Ten piątek będzie początkiem wspaniałego weekendu. Nigdzie nie chce wyjechać. Niczego nie pragnie bardziej, jak mieć swoich dwóch mężczyzn, całe dwa dni, blisko siebie. Ma tyle pomysłów, co mogą razem robić.

Wieczorem On wraca do domu z kwiatami. Chce jej podziękować za miły poranek. Ona wita go kolacją. Ten wieczór należy do nich. Snują plany na przyszłość, przeplatając je wspomnieniami tylu cudownych chwil. On tylko raz zapytał, co jej się śniło.

– Przyśniło mi się, jak bardzo cię kocham.

I nie trzeba było więcej słów.

Miłość, bliskość, wybaczenie, pożądanie. Zasnęła w jego ramionach. Zakochana, kochana, spełniona i taka szczęśliwa.

***

Dlaczego nie była taka szczęśliwa wczoraj? Przecież nic się nie zmieniło.

A może jednak … wczoraj widziała tylko to, czego nie ma. Dziś zobaczyła właśnie to, co już ma. Niby takie proste, a takie trudne.

***

Z okazji zbliżających się walentynek, życzę Wam tylko jednego. Jeśli macie już swoją miłość, to nie czekajcie do jutra – bądźcie zakochani i szczęśliwi już dziś! Nie ma nic cenniejszego na świecie niż kochać i być kochanym. Nie można mieć w życiu wszystkiego, ale można mieć kogoś, kto jest dla nas wszystkim. I to cudowne uczucie.

A wszystkim, którzy zapominają, co mają. Którzy nie doceniają, na co dzień ile miłości ich otacza. Dla tych, co czekają, żeby cieszyć się sobą, na lepsze dni, na walentynki, na urlop … dedykuję piosenkę Andrzeja Piaseckiego „To, co dobre” Posłuchajcie koniecznie, albo, chociaż przeczytajcie tekst.

„Patrząc ciągle tylko w przyszły czas
wypatrując ile nam przyniesie
co będzie, jak lepiej
i kiedy wreszcie będzie
Nieustannie wróżąc z cudzych kart
Nie wiesz nawet ile wciąż umyka
przez palce ucieka
Ucieka dobra z życia

Patrząc jak przechodzi dzień za dniem
W niedopowiedzianą bliżej przestrzeń
Nie tęsknić, nie możesz
Masz wszystko wokół siebie
Raz przeczytaj co już w rękach masz
Zamiast kaligrafią kreślić w myślach
Pocztówki te z życia
Których nie zdążysz wysłać

Patrząc ciągle tylko w przyszły czas
Wypatrując ile nam przyniesie
Co będzie, jak lepiej
I kiedy wreszcie będzie
Wytęskniony tak przez Ciebie świt
Jak odległy ślad na horyzoncie
Gdy ziemię opływasz, tu właśnie wschodzi słońce

To co dobre
To co lepsze
Co najlepsze to jest dzisiaj
To co dobre
Co najlepsze

Dobrze się wszystkiemu przypatrz”

 

Dla mojego ukochanego męża.

 

 

 

 

Napisz komentarz

Napisz pierwszy komentarz