Czasem myślę, że życie jest jak szukanie swojego miejsca w dużym mieście, nie mając przy tym ani mapy, ani adresu. Jest tyle skrzyżowań, tyle możliwości, dróg na skróty i głównych, czasem mocno zakorkowanych, ulic. Najpierw prowadzą nas po tym mieście rodzice. Potem coraz częściej sami wyrywamy się w przypadkowe przecznice. Czasem rówieśnicy ciągną nas za rękę w jakąś aleję, a czasem ciekawość prowadzi nas w ciemne zaułki. Zdarza się nie raz, że zbłądzimy albo przejdziemy na czerwonym świetle, bo tuż za zakrętem zobaczyliśmy miłość.

Jednak cały czas idziemy do przodu, zdobywając nowe doświadczenia, podziwiając życie jak wiosnę w parku, lub uciekając przed nim, tak jak ucieka się z niebezpiecznej dzielnicy. Rzadko szukamy drogowskazu we własnym wnętrzu, znacznie częściej patrząc na innych. W końcu, któraś z dróg wydaje nam się tą właściwą. Czasem całe lata idziemy nią coraz dalej i dalej nie zauważając, że z oświetlonej autostrady zmieniła się w polną drogę pełną wybojów. A zamiast ekscytującej jazdy, grzęźniemy w błocie.

I to jest ten moment, gdy pora złapać taksówkę z napisem „Zmiany”, wrócić do centrum i poszukać swego miejsca od nowa.

Ja właśnie wysiadłam z tej taksówki. Gdzieś na życiowym parkingu zrozumiałam, że nie o to mi chodzi. Nie chciałam dalej pędzić tą samą autostradą, trasą gdzie nie ma czasu dla rodziny, dla siebie, dla przyjaciół, nie ma czasu by pożyć. Postanowiłam zrealizować zostawione gdzieś w parku na ławce marzenie. Uparłam się, że swoją miłość do pisania, zamienię w coś więcej niż pisanie dla siebie. Spełniłam marzenie, wydałam powieść „Sara” i … piszę dalej. Dlaczego? Bo to nie napisanie książki daje energię, radość, poczucie sensu, satysfakcję – tylko to, co mówią inni, gdy ją przeczytają. Choć piszę dla przyjemności – swojej i czytelnika – to zawsze mam nadzieję, że historia, która zrodziła się w mojej głowie da komuś emocje, inspiracje, podniecenie, czasem siłę, czasem łzy. Mocno liczę na to, że ktoś po przeczytaniu tego na napisałam zapyta siebie „Czy to moja droga, moje miejsce?”, że zostanie jakaś refleksja, wzruszenie albo po prostu krótka zaduma i uśmiech.

Anna Gwóźdź z pochodzenia Ślązaczka, z wyboru Mazowszanka. Urodziła się w 1978 roku w Siemianowicach Śląskich. Do 20-go roku życia mieszkała w Katowicach, potem w Warszawie, a obecnie cieszy się życiem na podwarszawskiej wsi. Przez kilkanaście lat pracowała w korporacjach, głównie jako manager. Obecnie realizuje swoje pasje szkoleniowe i rozwojowe, łącząc je z zarządzaniem zespołem. Prywatnie jest szczęśliwą mężatką i mamą dwóch córek.

Powieść „Sara” jest jej debiutem literackim. Pisze w niej o ważnych dla siebie rzeczach: miłości, przyjaźni, moralności w trudnych, współczesnych czasach. Próbuje odpowiedzieć na pytania: Czy sukces wart jest swojej ceny? Czy lepiej „mieć” czy „być”? Czy warto czasem „iść pod prąd”? Czy prawdziwa miłość potrafi zmieniać ludzi?