9446_22_500_Usmiech

Już pierwszego kwietnia otwiera swoje pierwsze oddziały „Przyjazny Bank” – nowa instytucja finansowa na polskim rynku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, jaką burzę wywołało to w bankowym świecie. No, bo jak to możliwe, że Bank nie chce sprzedawać? Brzmi to przecież niedorzecznie. Jedni bankowcy pukają się w głowę – „Nie, to nie wyjdzie”, „Taka koncepcja nie ma szans”, a inni cieszą się i przygotowują swoje CV – „ No, w końcu firma dla mnie”, „Za piękne, żeby było prawdziwe, ale muszę spróbować.

No, więc, o co chodzi z tym nowym bankiem? Wszędzie o nim głośno i każdy stara się przeforsować swój punkt widzenia. Zacznijmy od początku. Nikt, chyba do końca poważnie, nie traktował tego projektu, dopóki „Przyjazny” nie otrzymał zgody KNF i do publicznej wiadomości podana została informacja, że będziemy mieć nowy Bank. Nowy i dziwny. Postanowiłam zabrać głoś w tej prawie już „narodowej” dyskusji. Nie oceniać, a raczej opisać, co widzę i jak to odbieram. Moje subiektywne spojrzenie.

Zacznę od tego, że wizją twórców było stworzenie banku, w którym nie ma planów sprzedażowych, nie ma systemów motywacyjnych, rankingów, konkursów, a zatem … żadnego „ciśnienia sprzedażowego”. Doradcy są od doradzania, a managerowie od rozwoju kompetencji, zarządzania jakością, dbania o standardy, wsparcia dla podwładnych i klientów. A klienci mają mieć w końcu prawdziwą instytucję zaufania publicznego. Miejsce, gdzie liczą się uczciwość, współpraca, cierpliwość, pomoc i wsparcie oraz profesjonalne doradztwo i obsługę, a nie sprzedaż, naciąganie, brak kompetencji i szybki zysk.

No i od razu pojawiły się dyskusje. Mimo, iż słyszałam wiele tych rozmów, jedna szczególnie prosto obrazuje, o co ten spór.

„- Ale jak to? Nie ma planów sprzedażowych, budżetów? To, co Ci pracownicy oddziałów mają robić?

– Doradzać, obsługiwać i pomagać – odpowiada ze spokojem zwolennik „Przyjaznego Banku”.

– Ale …. przecież teraz też to robią.

– Tak??? Pomyślmy, … jeśli doradca klienta w banku ABC przez cały dzień będzie pomagał, udzielał wskazówek, obsługiwał dyspozycje, rozwiązywał problemy klienta, ale nic mu nie sprzeda – to, co się stanie? No, dzień stracony, pracownik nieefektywny, plan naprawczy, 100 telefonów do wykonania i tak dalej i tym podobne. Manager nie da mu żyć.

– No, ale … jak ja idę do banku to oni mnie przecież obsługują.

– Tak bezinteresownie?

– Nie … no zawsze chcą mi coś tam wcisnąć – a to kartę, a to debet. Ale ja tam chodzę tylko jak naprawdę muszę, więc jakoś mi to bardzo nie przeszkadza.

– A no właśnie. Więc, jak tu się czuć mile widzianym w banku, jeśli akurat nie chce się nic kupić?

– No, ale bez przesady! Mnóstwo ludzi ma potrzeby i przychodzi do banku właśnie, aby coś kupić.

– Racja i co wtedy robi taki doradca?

– No … doradza, chyba …

– Pomyślmy, jeśli za prosty, tani kredyt ma 10 złotych premii, a za droższy kredyt z pakietem ubezpieczeń – 20 zł, a jeśli do tego dołoży klientowi kartę kredytową i konto, to już ma 100 zł premii. To on Ci doradza, czy kombinuje?

– hmmmm …. No coś w tym jest. Ale przecież nikt nam nie karze dawać się nabijać w butelkę.

– No tak, Ciebie nie nabiją. Mądry facet jesteś. Ale jak Pani Kowalska, lat 56, usłyszy od doradcy, że w pakiecie do kredytu jest karta. A jak jej zależy na tej kwocie, to musi mieć konto, bo inaczej to marne szanse, to, co?

– No dobrze, dobrze. Ale czy komuś będzie się chciało pracować jak nie będzie premii?

– A kto mówi, że nie będzie. Słyszałem, że firma chce dobrze płacić i wypłacać roczną nagrodę z zysku.”

Rozmowa toczy się dalej, a ja myślę – może coś w tym jest. Potem wracam samochodem do domu i stojąc na światłach wpada mi w oko piękny, duży bilbord z napisem: „Doradca” ≠ „Sprzedawca”. Naszym celem jest doradzać.” I uśmiechnięte logo Przyjaznego Banku.

Dziwne, ale jadę dalej, a tam kolejne plakaty w stylu „Czy wchodząc do banku czujesz się jak czyjaś „chodząca” prowizja i premia. Chcemy naprawdę pomagać w trudnym świecie finansów.”

Zwariowali, myślę sobie. Takie komunikaty? Do kogo to dociera? Ale przestałam o tym myśleć, w końcu: nie moja firma – nie mój problem.

Jednak następnego dnia zobaczyłam na mieście, a potem i w sieci nieco inne komunikaty: „ Jeśli jesteś bankowcem z doświadczeniem, ale straciłeś do tej pracy serce – sprawdź naszą ofertę pracy, może uda nam się je odzyskać”. „U nas nie ma planów sprzedażowych. Cenimy uczciwość, wysoką jakość i współpracę. Sprawdź naszą ofertę pracy.” „ U nas masz możliwość pracować z misją. Pomagać innym. U nas nie ma rankingów i rywalizacji, jest wzajemna pomoc, szacunek i współpraca. Dołącz do wyjątkowego zespołu.”

Nie trzeba było długo czekać, koledzy i koleżanki z branży bankowej zaczęli pisać i dzwonić, że ludzie masowo ślą CV do nowego banku i pojawiają się już pierwsze wypowiedzenia. Podobno dobrze płacą, ale tylko podstawę, nic poza tym. Żadnych premii, prowizji. A ludzie i tak chcą tam pracować! Dziwne, tylko za „gołą pensję”?

Jako, że lubię wyzwania postanowiłam osobiście sprawdzić, gdzie tkwi ten fenomen i wysłałam swoje CV. Udało się – zostałam zaproszona. Miałam chytry plan, aby w czasie rozmowy sprytnie przemycić kilka pytań o firmę. Jak się okazało, niepotrzebnie. Nie było żadnej rozmowy, a jedynie prezentacja. Jaka jest misja firmy, jakie są jej wartości, na czym jej zależy i czego oczekuje od przyszłych pracowników. Całe przesłanie prezentacji mogę opisać w wielkim skrócie: jeśli jesteś typem urodzonego sprzedawcy i liczą się dla ciebie tylko wyniki – idź do domu. Jeśli każdą rozmowę z klientem przeliczasz na złotówki – idź do domu. Jeśli zarządzasz ludźmi palcem wskazującym i liczysz tylko, ile kasy zarobisz za ich ciężką pracę – to nie miejsce dla Ciebie. Natomiast – jeśli lubisz pracować z ludźmi, masz bogate doświadczenie, interesuje Cię etyczna, ciekawa praca, możliwość tworzenia nowej jakości, jeśli lubisz dzielić się wiedzą, motywuje Cię atmosfera współpracy i lubisz pracować z misją – zostań, ale przygotuj się na wymagający i trzy etapowy proces rekrutacji.

Nie miałam więcej pytań, a z dalszej rekrutacji na razie zrezygnowałam. Nie dlatego, że źle odebrałam prezentację, tylko, że nie do końca wierzyłam w to, co mi mówili. Może powinni zmienić lidera, a może nie uwierzyłam, bo przyszło mi do głowy oczywiste pytanie: czy to będzie instytucja charytatywna? Tym razem ja się wdałam w dialog z kolegą, który właśnie zatrudnił się do Przyjaznego Banku.

– No to, na czym ten bank będzie zarabiał? – pytam wprost.

– Na sprzedaży produktów – odpowiada, patrząc na mnie jak na wariatkę.

– Ale przecież żaden z pracowników nie będzie musiał ich sprzedawać?

– Nie ważne. Chodzi o to, żeby to klienci chcieli je kupować.

– Nie rozumiem.

– Można stworzyć coś słabego, zatrudnić sztab sprzedawców i twardych managerów, stworzyć skuteczny system motywacyjny i zrobić super wynik sprzedażowy. A można stworzyć coś naprawdę dobrego, unikatowego i klienci sami dokonają wyboru i będą chcieli ten bank, a pracownicy tylko im pomogą, doradzą, dopełnią formalności.

– Jakoś tego nie kupuję.

– A masz iPhone ’a?

– Mam.

– Ktoś do Ciebie dzwonił, namawiał, żebyś go kupił? A może stosował jakieś sztuczki sprzedażowe – to oferta tylko dla wybranych klientów? A może próbował Ci go wcisnąć przy okazji kupna telewizora?

– No oczywiście, że nie!

– No widzisz. Da się.

 

Wracając, zatem do początku. Mamy nowy bank i mnóstwo przeciwników, ale i coraz więcej zwolenników. Sceptyków i tych, co mocno wierzą w sukces tej firmy. Jak to się skończy? Życie pokaże. Jedno jest pewne. Gdyby się tak zastanowić… to w sumie – chciałabym tam pracować i chciałabym być ich klientem. Więc, może ma to sens.

Drodzy czytelnicy, oczywiście jak się domyślacie, opisana powyżej sytuacja jest fikcją literacką. Jako autorka powieści, mówię o ważnych dla mnie tematach, poprzez pisanie historii.

Cudowny bank wymyśliłam sama. Powstał w mojej głowie w lipcu 2014 w czasie przemiłego urlopu nad polskim morzem. Mając głowę wolną od stresów, a jednocześnie pełną pytań, wizji i wątpliwości, zaczęłam się zastanawiać. Co zrobić, żeby tysiące ludzi pracujących w strukturach sprzedaży w bankach, zaczęło znów lubić swoją pracę? Miałam dość słuchania o tym jak jest ciężko, jacy szefowie są okropni, jakie to plany są nierealne. Miałam dość oglądania wiecznie zestresowanych, a jednocześnie kombinujących i walczących o przetrwanie pracowników. Czy nikt nie czyta tych setek forów internetowych, na których młodzi ludzie doradzają sobie, jak uciec z bankowości? Tylu wartościowych ludzi, sfrustrowanych tym, co robią i tym, jak ich ciężką pracę się ocenia. Czy w ogóle jest szansa, aby stworzyć takie miejsce pracy, gdzie wiedzę, doświadczenie i pasję tych osób można by wykorzystać? Czy można zamienić ich wypalenie zawodowe, przemęczenie, poczucie niskiej wartości przez nieustanną presję od góry – na energię, satysfakcję i zadowolenie z tego, co robią? No i wtedy urodził się PRZYJAZNY BANK.

Dlaczego postanowiłam o tym napisać? Bo może ktoś z odpowiednimi możliwościami, kapitałem i odwagą postanowi się tą wizją zainspirować. Dla jednych jest utopijna, dla innych może być genialna w swej prostocie. A przecież każda nowa idea na początku wydaje się być niemożliwa.

 

Napisz komentarz

3 Comments do "PRZYJAZNY BANK, czyli krótka historia o pewnym banku."


Gość
Marta
2 years 6 months ago

Czytałam i nie wierzyłam, ale bardzo chciałam żeby to co czytam okazało się prawdą-wiadomo, rzeczywistość jest jaka jest… Wychodzi na to, że trzeba nadal robić swoje i liczyć, że może ktoś kiedyś stworzy taki bank naprawdę!
A tymczasem zapraszam do mnie, Twoja książka zmienia moje życie ;)
http://warmiaczka.blogspot.com/2015/03/polski-grey.html
Pozdrawiam!

Gość
Anna Gwóźdź
2 years 6 months ago

Marto nie ma lepszego zdania dla autora niż właśnie to : Twoja książka zmienia moje życie. Nie wiem jak wielkie to zmiany, ale trzymam kciuki! Bardzo dziękuję za recenzję i oczywiście z przyjemnością będę odwiedzać Twojego bloga. Zapraszam też do kontaktu ze mną na FB https://www.facebook.com/anna.kaldergwozdz

Gość
Marta
2 years 6 months ago

Na razie zmiana jest taka jak opisuję na blogu- przeprowadzam się do innego miasta, a później kto wie, może się uda zmienić pracę? Na inną branże ;) Wysłałam na fb zaproszenie :)
Pozdrawiam