Sensual woman kissing her husband

Jakiś miesiąc temu wpadła mi w oczy oferta Sex Coacha. Prawdopodobnie dlatego, że dużo grzebałam w sieci na temat life coachingu, a może i trochę na temat sexu ;-) Tak czy inaczej dr Google podsunął mi stronę profesjonalnego Sex Coacha. Stwierdziłam – hmmm interesujący temat i już po kilku kliknięciach otwarłam, co najmniej kilka ciekawych stron zarówno coachów, jak i artykułów o nich. Oferty brzmiały fantastycznie: „zamień pragnienia na plan”; „obudź w sobie idealnego kochanka/kochankę”; „Sex to źródło życiowej energii. Wykorzystaj je!” Niestety gorzej z cenami – 150 złotych za godzinę. Rety aż tyle! Żeby pogadać o moich fantazjach, albo oczekiwaniach?

Z drugiej strony, po dłuższej chwili, doznałam olśnienia- może to zawód dla mnie?!

Lubię coaching, lubię rozmawiać z ludźmi, lubię pomagać, lubię mieć udział w rozwoju drugiego człowieka, no i nie ma co ukrywać…. lubię sex. Więc, można by połączyć przyjemne z pożytecznym. Gdzie tym pożytecznym, byłoby oczywiście wynagrodzenie.

Warto jednak najpierw sprawdzić – przynajmniej w szkoleniowych warunkach – czy człowiek się do czegoś nadaje. Jako, że żadna moja koleżanka nie była w najbliższych dniach dostępna, stwierdziłam, że zrobię coaching Sama – Sobie. W sumie spełniałam kryteria – chciałabym zawsze mieć bardzo udane życie sexualne ( a kto by nie chciał, tak na marginesie)

Przeprowadziłam sesję na papierze, bo doszłam do wniosku, że nie lubię mówić sama do siebie. A więc:

  1. Spisałam swoje cele! Żeby było łatwiej były to cele krótkoterminowe – dotyczące najbliższego weekendu.
  1. Wymieniłam zasoby, jakimi dysponuję: czas, dostępność mężczyzny (niewątpliwie by się przydał), warunki lokalowe, dostępne akcesoria, możliwe atrakcje, itp.
  1. Dla zwiększenia poczucia własnej wartości i dodania sobie animuszu spisałam najlepsze sukcesy na omawianym polu jakie miałam w ciągu ostatniego roku (hmmm …. Trochę tego było :) – poczułam się pełna wiary i siły!)
  1. Potem odpowiedziałam sobie na pytanie: Co JA musiałabym zrobić, aby mój cel osiągnąć?
  1. Przygotowałam plan działania. Nie ujęłam w nim Partnera – w końcu nie uczestniczył w sesji. Musiałam wszystko wziąć na siebie.
  1. Na koniec, aby nie stracić wewnętrznej siły i motywacji spisałam sobie w punktach odpowiedzi na pytanie:
  • - Co będę mieć z tego, że osiągnę swój cel?
  • - Jak będę się wtedy czuć?
  • - Jak to wpłynie na moje życie?
  • - Jak to wpłynie na życie innych?

 

Nie muszę Wam chyba mówić, że lista była pełna „ochów” i „achów” – czyli, ja będę zadowolona i szczęśliwa i cały świat wokół mnie również.

Był cel, była motywacja i był plan. Teraz trzeba go było tylko zrealizować.

Skoro miałabym być dobrym Sex Coachem to po mojej sesji klient musi zadziałać, nie może zwątpić, nabrać obaw, zawstydzić się, zrezygnować, ani nic z tych rzeczy. Musi osiągnąć sukces! Mając to na uwadze, musiałam wprowadzić plan w życie!!!

Hurra udało się! Cel osiągnięty. Ja spełniona i zadowolona. Druga strona … może lekko zaskoczona, ale za to jak pozytywnie! Świat stał się piękniejszy, a codzienne problemy – te wielkie z piątku, stały się tymi małymi z niedzieli.

No to co? Zostaję Sex Coachem?

Ależ oczywiście!!! Ale – Sex Coachem …. samej siebie.

I wiecie, co? Jestem przekonana, że każdy może nim być. Spróbujcie!

A na argument „łatwo powiedzieć” odpowiadam: „łatwo”. Problem w tym, że mało kto chce o sexie otwarcie i szczerze rozmawiać.

Czy wiecie, kiedy Wasz plan na: sex wieczór, sex weekend, sex wakacje czy sex życie się uda? Jeśli powiecie dokładnie czego chcecie i/lub zrobicie dokładnie to, co chcecie. Wy, właśnie Wy! Bez patrzenia na drugą osobę, że się domyśli, wywróży, zgadnie i przejmie inicjatywę. A więc, mamy dwa plusy takiej auto-sex-sesji: satysfakcja, radość i przyjemność – Wasza i drugiej strony. Oraz … jestem pewna, że za drugim lub trzecim razem, to już nie Wy przejmiecie rolę sex coacha. Bo dobrym i radosnym sexem, bardzo szybko się zaraża :)

Aha i jeszcze trzeci plus: oszczędziliście 150 zł ;)

 

Ps. Powyższa historia o mojej auto-sex-sesji jest oczywiście zmyślona, ale z całą resztą całkowicie się zgadzam. Jeśli chodzi o sex – wszystko w naszych rękach i w naszych głowach!

Napisz komentarz

Napisz pierwszy komentarz